Wanda - kociczka Agnieszki Krynickiej

Wanda ma około sześciu lat (dokładnie nikt nie wie, a ona też uparcie milczy), w Warszawie rezyduje od czterech. Została podrzucona w okolice domu mojej Babci, która dokarmiała ją przez jakiś rok. Zdążyła odchować jeden miot. Kocie życie w bieszczadzkiej wsi to nie tylko motylki i trawka, jak się niestety niektórym wydaje... To także mroźne zimy, dzikie zwierzęta i ludzka obojętność. Uznaliśmy, że nie chcemy, by i tego kota spotkał podobnie smutny los. W związku z tym Wanda pojechała z nami do stolicy. Pierwotny plan był taki, żeby zabrać ją, wykastrować i po rekonwalescencji odwieźć w miejsce bytowania. Po drodze okazało się, że Wanda ma więcej problemów zdrowotnych, niż było widać na pierwszy rzut oka. Doprowadzenie jej do porządku zajęło kilka miesięcy. W tym czasie zdążyliśmy się już przywiązać, no i zdecydowaliśmy, że jednak zostanie z nami na zawsze. Początki wspólnego życia do łatwych nie należały. Nigdy nie mieliśmy kotów i sporo musieliśmy się nauczyć. A Wanda nie należy do typowych kanapowych mruczków. Ona gada! Dużo, głośno i bez względu na porę. Informuje o wszystkim, co się wydarza w jej kocim świecie. Że miska jest pusta, że kuweta nieposprzątana, że nudno, że wesoło, że człowiek wrócił z pracy i tak dalej, i tak dalej. Nic nie umknie jej uwadze i o wszystkim musi zaraportować. Jest też super mądra. Generalnie uważam się za psiarę, a kot mi się po prostu przytrafił. Uznałam więc, że skoro nie mogę aktualnie opiekować się psem, spróbuję nauczyć czegoś kota. Okazało się, że Wanda w lot łapie wszystkie sztuczki i manewry. Poproszona siada, przybija piątkę, robi kółeczka, przeskakuje przedmioty i przechodzi przez tunel. Uczyła się szybciej, niż ja byłam w stanie wymyślać kolejne zadania. Poza tym jest bardzo niezależna. Żaden z niej nakolankowy pieszczoszek. Lubi być zawsze w pobliżu, ale bez zbędnego spoufalania.